K2 tworzą ludzie.

Dowiedz się dlaczego?

Wczoraj.

Kwiecień 2002 rok, mała willa na Mokotowie. Zaczynam pracę w firmie, o której usługach nigdy nie słyszałam (sprzedawanie reklam w Internecie, marketing internetowy). Onieśmielają mnie graficy pracujący w „Studio”. Nie rozumiem ich rozmów. Programiści nie odzywają się do mnie w ogóle, w piwnicy siedzi koleś z IT, za którym stoi wielka szafa z migającymi lampkami (potem okaże się, że to serwer). Ludzie z obsługi biegają zaaferowani, rozmawiając przez komórkę (Nokia 8210). Czuję się głupio z moją Motorolą wielkości walkmana. 

Po miesiącu znam i kojarzę większość 30‑osobowego zespołu.

Razem gotujemy obiady, biegamy na bazarek po bułki. Jest jedna mikrofala, jedna kuchnia, lodówka, kilka firmowych komórek, którymi wymieniamy się w razie potrzeby. Do prezesów mówimy na "Ty", mimo że są starsi od nas (koło 30-tki). Pożyczamy rower od kolegi kolarza, kiedy trzeba szybko zawieźć makietę na przetarg :)
 
Byliśmy trendsetterami. Teraz nazwalibyśmy to startup.

Dziś.

Niewiele różnimy się od tamtych czasów. Kilkanaście osób pracuje tu od początków firmy, a kilkadziesiąt jest tu więcej niż 10 lat. Nadal nie wiemy, co to dress code. Nie odbijamy kart na wejściu. Cały czas nie zadbaliśmy o strukturę stanowisk.
 
Willę zamieniliśmy na biurowiec w centrum Mordoru: 3000 m2, 3 piętra, 3 kuchnie, 10 mikrofali, wielka sala kinowa, 200 serwerów, 300 osób.

Przy przeprowadzce zadbaliśmy, by wnętrza nowego biura pozwalały zachować charakter firmy, w której dużo się dzieje, a chaos goni kryzys. Firmy, która składa się z indywidualności, które potrzebują miejsc na spotkania, wyciszenie się, pracy w interdyscyplinarnych zespołach projektowych, a także możliwości zabłyśnięcia na prezentacjach. Stąd aula na 300 osób, gdzie mieści się cała firma, z wielkim ekranem oraz poduchami na schodach, gdzie można usiąść i pracować.

Jest też wiele miejsc i zakamarków, gdzie można się schować, szukając samotności i skupienia, a także dużo przestrzeni na spotkania zespołowe z tablicami i poduchami.

Na każdym piętrze, w przytulnych kuchniach, można zjeść, pograć w piłkarzyki, czy rozsiąść się w fotelu, pijąc pyszną kawę z ekspresu (mleko sojowe też mamy!), herbatę czy melisę.

Nie mamy wykładzin i podwieszanego sufitu. Beton i rury klimatyzacyjne tworzą wrażenie nowoczesności, które ociepla jednak w wielu miejscach drewno, kafle, tapety, tapicerowane meble, a w miejscu, gdzie pracują graficy — azteckie graffiti. Trzeba to samemu zobaczyć!

D.N.A. K2.

Nasze D.N.A. tworzymy sami, dzień po dniu (nie kupiliśmy audytu i rozwiązań od firm konsultingowych, ani wielkich sieci). Chcemy tworzyć miejsce pracy, w którym ludzie się lubią, mają dobrą atmosferę, nie walczą o stołki, nie krzyczą na siebie, chcą spędzać razem czas, słuchają się nawzajem, uczą się, rozwijają, myślą, fascynują się tym, co robią — tylko przy takim połączeniu mogą wychodzić z firmy fajne, innowacyjne projekty, które zainteresują naszych potencjalnych klientów, a nam pozwolą wystawiać za to faktury.

Jakkolwiek banalnie może to zabrzmieć — to ludzie stanowią naszą firmę i tylko ich wiedza i doświadczenie pozwala nam budować wartościowe rozwiązania dla naszych klientów. Dlatego o nich musimy dbać przede wszystkim, nie tylko w postaci benefitów, ale tworząc dobre i przyjazne środowisko pracy. Wysypką reagujemy na definiowanie nas jako korporację. Bo K2 tworzą ludzie — unikalne połączenie artystów, kreatywnych, programistów, analityków, marketingowców, strategów, księgowych.

Każdy z nas żyje w trochę innym świecie umiejętności i obowiązków, ale staramy się nie być dla siebie obcy — mówimy sobie „cześć” na korytarzach, jemy razem obiady, zagadujemy się na schodach, organizujemy firmowe urodziny i pokazy filmowe. K2 to „firma rodzinna”.

Staramy się znać i lubić.
Szanujemy siebie nawzajem i swoją pracę.
Słuchamy się.
Ufamy ludziom.

Ludzie to nie zasoby.

Jestem odpowiedzialna za HR, czyli zarządzam ludźmi w firmie. Ważny jest dla mnie człowiek, nie tylko pracownik. Wiem, jak istotne jest to, by nikt nie czuł się w firmie anonimowy. Stąd przykładanie wagi do komunikacji, dobrych relacji, otwartość na feedback, zbieranie opinii, słuchanie ludzi. Staram się tak współpracować z managerami i innymi pracownikami, by każdy czuł się ważny, potrzebny i wysłuchany, żebyśmy razem mogli działać i opracowywać adekwatne rozwiązania. Zaufanie do liderów jest bowiem najważniejsze. Chcemy, aby nasi ludzie wiedzieli, po co tu są i jak ważna jest ich praca. Dbamy o to, aby każdy czuł się właścicielem prowadzonych przez siebie tematów.

Wspieramy managerów, bo mamy świadomość, że to oni są cały czas na froncie i mają największy wpływ na ludzi. Ważne dla nas jest to, by nasi liderzy umieli odczytywać emocje i relacje w zespołach, bo obawy i niepewność znikają, kiedy dbamy o komunikację. Dziś, kiedy oswojeni jesteśmy z notorycznym brakiem czasu, natłokiem informacji i zadań oraz ciągłą zmianą, ważne byśmy wykorzystywali każdą okazję i dbali o swój zespół w zwykłych, codziennych kontaktach, również tych nieformalnych. To one pozwalają zrozumieć intencje i rozwiązywać trudne sytuacje.

Wszystko jest do dogadania.

Interesuje nas życie codzienne pracowników i chcemy ich w nim wspierać — zatem, jak to mawiamy, wszystko jest do dogadania z szefem:

  • Jesteś przeziębiony? Nie chcesz brać zwolnienia, bo kończysz projekt? Wolisz zostać w domu i robić to w piżamie z łóżka? Pracuj zdalnie.
  • Przedszkole/szkoła zamknięta, nie masz co zrobić z pociechą? Przyjdź z nią do pracy.
  • Pies ma szczepienie, a weterynarz blisko biura? Przyjdź z nim do pracy.
  • Wczoraj kończyłeś projekt i zasiedziałeś się w pracy? Dziś masz lekarza lub dziecko ma przedstawienie w szkole? Możesz wyjść wcześniej.
  • Przyjeżdżasz do pracy na rowerze z Płocka? Uzgodnij elastyczne godziny pracy, a po przyjeździe weź prysznic w biurze.
  • Wracasz do pracy po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego? Pierwszy miesiąc chciałabyś pracować na pół etatu? Nie ma sprawy, dajemy czas na wdrożenie i płacimy za cały etat.

Rekrutujemy.

Nasze rekrutacje są przykładem podobnego partnerskiego podejścia. Te kilka godzin, podczas których się poznajemy, staramy się wykorzystać na „sprzedanie” siebie i swojej filozofii. Uważamy bowiem, że rekrutacja jest nie tylko dla nas, ale też dla kandydata. On też musi podjąć decyzję, czy chce u nas pracować. Dlatego słuchamy i staramy się nawiązać kontakt emocjonalny z człowiekiem, z którym rozmawiamy. Szanujemy jego czas, informujemy o dalszym procesie na każdym etapie trwania spotkań, nie przedłużamy niepotrzebnie rekrutacji. Doceniamy sposób myślenia kandydata i oceniamy go obiektywnie. Jasno mówimy, czego oczekujemy i co za to dajemy.

Stąd, tak popularny w naszej firmie, program premiowania finansowego naszych pracowników, którzy polecili do pracy w K2 swoich znajomych. To drugie, po ogłoszeniach rekrutacyjnych, źródło naszych kandydatów.

A skoro polecają, to chyba jest tu ludziom po prostu… dobrze :)

15.05.2018.
Chcesz dostawać informacje o nowych wpisach? Zostaw swój adres e-mail.